Kolejna recenzja najnowszej części Gwiezdnych Wojen Przebudzenie Mocy będzie już zawierała szczegóły dotyczące fabuły i samego filmu, dlatego ostrzeżenie dla wszystkich, którzy jeszcze filmu nie widzieli, a nie chcą wiedzieć co się w nim dzieje – nie czytajcie dalej! Dla nich specjalnie została napisana poprzednia recenzja, bez spoilerów. Resztę zachęcamy do lektury.

CIEMNA STRONA MOCY

Jak już wcześniej wspomnieliśmy Przebudzenie Mocy nie jest filmem idealnym. Zaczynając od wad ponownie należy przywołać zarzut podobieństw epizodu VII z epizodem IV – Nową Nadzieją. Ponownie mamy pościg za robotem posiadającym cenne informacje (tym razem to malutki BB-8, całkiem fajnie animowany), których treść może zaważyć na przyszłości galaktyki. Druga sprawa to planeta Jakku, która mogłaby się nazywać Tatooine 2.0 – ponownie otrzymujemy morze wydm, wypełnione pustelnikami, Nomadami i żołnierzami Imperium. Znaczy się – Nowym Porządkiem, mającym w swoich szeregach dobrze znanych szturmowców i mającym w zanadrzu kolejną (!) Gwiazdę Śmierci (nazwaną Niszczycielem Gwiazd).  Jakby tego było mało to Gwiazda Śmierci 3.0 również ma czuły punkt, podobnie jak modele 1.0 i 2.0 (zupełnie tak jakby Ciemna Strona Mocy niczego się nie nauczyła od kilku epizodów).

Mieszane uczucia wzbudził w nas nowy antagonista – Kylo Ren. Początkowo wydaje się naprawdę groźną postacią – każe wymordować niewinnych mieszkańców obozowiska na Jakku, torturuje jeńców no i „modli” się do zniszczonego hełmu Lorda Vadera niczym do świętej relikwii. Potencjalny widz odnosi wrażenie, że tu nie będzie taryfy ulgowej dla przeciwników Imper… Nowego Porządku. Niestety jakoś w trakcie filmu ta mroczna aura opada i zamiast bezwzględnego spadkobiercy dziedzictwa Sithów otrzymujemy młodego chłopaka targanego wieloma namiętnościami (i hormonami?). Oczywiście, ktoś może wskazać, że przecież sam Vader był targany konfliktem emocjonalnym, co ewidentnie zostało pokazane w Powrocie Jedi i jego rozmowie z synem (Luke: Wyczuwam w tobie konflikt między dobrem a złem, Vader: Nie ma żadnego konfliktu.). Jednak w tamtym przypadku rozgrywało się to dość naturalnie, a w Przebudzeniu Mocy widz odnosi wrażenie, że twórcy filmu trochę się pospieszyli i po zdjęciu hełmu przez Kylo Rena początkowe wrażenie totalnie znika.

Na obronę Kylo Rena można powiedzieć, że jest – jak wspomnieliśmy wyżej – młodą, niedoświadczoną osobą, która nie wie, w którym kierunku ma poprowadzić swoje życie. Sprawę komplikuje też fakt, że jego rodzicami są Han Solo i księżniczka Leia… No właśnie, byłoby nieprawdą gdybyśmy napisali, że „plot twist był przewidywalny”. Bzdura – to już kwestia subiektywna i zależy od każdego człowieka. Jeśli ktoś czytał książki, oglądał spin offy to mógł się w głębi ducha tego domyślać. Ale ktoś, kto zna pobieżnie serię, albo jest to w ogóle jego pierwszy kontakt z Gwiezdnymi Wojnami to jak najbardziej może nie spodziewać się takiego obrotu wydarzeń.

JASNA STRONA MOCY

Powyżej opisaliśmy to co nam się nie podobało w filmie. A co nam się podobało? Na pewno powrót poprzednich bohaterów. W szczególności Hana Solo. Chociaż Harrison Ford jest rocznikiem 1942 (!) to wciąż wymiata i granie tej roli sprawia mu przyjemność – widać, że bawi się postacią kapitana Solo. I tak samo jak 35 lat temu wciąż stanowi świetny zespół z Chewbaccą. Przynajmniej do momentu, kiedy nie zostanie uśmiercony przez własnego syna… Poza Hanem Solo spotykamy też jego żonę Leię i Luke’a Skywalkera (ale ten ostatni pojawia się dosłownie na małą chwilę).

I w tym miejscu widz uświadamia sobie fakt, że powyższe postacie chyba jednak powoli ustępują miejsca nowym bohaterom. Przypomnieć należy, że centralne miejsce na plakacie Przebudzenia Mocy zajmuje nie Luke Skywalker ani Han Solo tylko Rey (graną przez Daisy Ridley) – młoda dziewczyna, o której na początku nic nie wiemy (i na zakończenie filmu też nie odkrywa swoich wszystkich kart) jednak z czasem, wraz z kontynuacją fabuły, poznajemy kolejne szczegóły dotyczące jej przeszłości a także, że jest całkiem dobrym pilotem i wojownikiem. Rey trafia na Finna, który jest szturmowcem (na siłę wcielonym do armii Nowego Porządku), ale postanawia zerwać ze służbą wypuszczając na wolność rebelianta Poe Damerona i uciekając z nim na Jakku. Finn jest trochę przeciwieństwem Rey. Ona chętnie angażuje się w walkę przeciwko Nowemu Porządkowi i podejmuje aktywne działania mające na celu pomóc rebelii. On chce przede wszystkim przeżyć i uciec jak najdalej od Nowego Porządku. Oczywiście zamiary obu bohaterów zweryfikuje rzeczywistość. Parę słów należy poświęcić Poe Dameronowi – to naprawdę fajna i ciekawa postać (łącząca w sobie cechy Hana i Luke’a). Szkoda, że tak rzadko się pojawia. Może w następnej części będzie go więcej.

Opisując postać Rey dotknęliśmy ważnej sprawy dotyczącej całego filmu. Rozwój głównej bohaterki uświadamia nam, że nie widzimy całości obrazu filmu co, naszym zdaniem jest chyba największą zaletą Przebudzenia Mocy – twórcy nie zrzucają na widzów całego swojego arsenału i nie zalewają wątkami (co ewidentnie działało na nerwy na przykład w drugiej części Hobbita), raczej umiejętnie je serwują, krok po kroku co świadczy o dobrze napisanym scenariuszu. Efekt jest taki, że w momencie pojawienia się napisów końcowych chcemy wiedzieć co będzie dalej (podobne uczucia towarzyszą komuś, kto pierwszy raz obejrzał Imperium Kontratakuje).

Jak też pisaliśmy ostatnio – dla fanów poprzednich części jest w tym filmie wiele ukrytych „smaczków” jak chociażby rozmowa dwóch szturmowców nawiązująca do identycznej rozmowy dwóch szturmowców o nowym modelu VT-16 z IV części. W VII części dowiadujemy się, że mimo ulepszeń nic się nie zmieniło. Natomiast w trakcie podróży głównych bohaterów Sokołem Millenium dosłownie na pół sekundy widać coś co chyba było latającą kulą-automatem do ćwiczeń Luke’a. Same sceny w Sokole Millenium są świetne – to przecież ten sam statek tylko z nową załogą. Udanym pomysłem scenarzystów jest, że zarówno Rey jak i Finn nie znają wszystkich sekretów tego statku, ale starają się go wykorzystać na swój sposób, który Hanowi nie przyszedłby do głowy. No i pościg TIE Fighterów za Sokołem tuż nad powierzchnią pustyni jest po prostu genialny. Oglądając tę scenę przypomina się ostatni Mad Max.

NOWY PORZĄDEK

Najnowsza część ma swoje wady, ale na pewno nie jest „mega słaba” jak niektórzy sugerują. Nie ma w niej wad, na które cierpiały prequele jak nadmiar CGI, sceny będące wypełniaczami czy też mało przekonujące aktorstwo. Nawiązując też do początkowego zarzutu – podobieństwa do Nowej Nadziei trzeba też uczciwie zadać pytanie – a czy właśnie nawiązań do oryginalnej trylogii nie chcieli wszyscy ci, którzy narzekali na prequele? Oczywiście można dyskutować gdzie się kończy nawiązanie, a zaczyna się autoplagiat, ale to temat na osobną dyskusję. Podsumowując należy raczej docenić fakt, że całość filmu jest lepsza niż drobne rzeczy, które mogę trochę przeszkadzać w odbiorze.

Opinie reszty redakcji Miejsca Mocy:

Ciemna Strony Mocy nie przędzie tu najlepiej. Kylo Ren dla wielu wydaje się zbyt emocjonalny i pretensjonalny, co tworzy obraz bardziej rozkapryszonego dziecka niż targanego rozterkami padawana. „Nowy imperator”, mistrz Rena, nie tylko wygląda nieciekawie (hologram to kiepskie, w porównaniu z innymi efektami w filmie, CGI), niczym nieślubne dziecko Voldemorta z Golumem, ale jego imię też nie wzbudza grozy jak kiedyś Darth Vader czy Darth Sidious. Snoke – budzi bardziej rozbawienie niż przestrach. Miejmy nadzieję, że Moc Ciemnej Strony wzrośnie w kolejnych odsłonach.
maku

Można było się domyślać, że ekipa Disneya wraz Lucasfilm i samym twórcą Gwiezdnych Wojen, G. Lucasem, nie będą trzymać się historii zawartych w książkach czy komiksach, i tak zwanym Expanded Universe. Gwiezdne Wojny to film. I film poszedł swoją stroną Mocy 🙂
– vjakvino

Zawsze traktowałem Gwiezdne Wojny jako kino rozrywkowe, a wszelkie głębsze przemyślenia dotyczące tego uniwersum traktowałem z przymrużeniem oka. Z takim samym podejściem wybrałem się na Przebudzenie Mocy i zobaczyłem porządne rozrywkowe kino, przy którym dobrze się bawiłem. Niestety tylko dobrze, a więc gorzej niż na poprzednich odsłonach Gwiezdnej Sagi. Dlatego Przebudzenie Mocy stawiam nieco wyżej od Mrocznego Widma, z nadzieją, że podobnie jak i przy tamtej trylogii, teraz będzie już tylko lepiej. A to zależy przede wszystkim od tego w jakim kierunku będą rozwijać się bohaterowie.
– rafnir