Ekipa Miejsca Mocy wyszła z sal kinowych w bardzo dobrym nastroju. Właśnie w taki nastrój wprowadził nas film Łotr Jeden: Gwiezdne Wojny Historie. Szczerze mówiąc żadne z nas nie miało jakichś szczególnych oczekiwań wobec tego filmu i może właśnie dlatego dostaliśmy więcej niż się spodziewaliśmy. Ale zacznijmy od początku.

Łotr Jeden jest pierwszym z trzech spin-offów zaplanowanych jako zapychacze czasu pomiędzy kolejnymi odsłonami sagi o Gwiezdnych Wojnach. Film opowiada historię Jyn, córki głównego projektanta Gwiazdy Śmierci, która dołącza do Rebelii, aby ukraść plany tej Stacji Kosmicznej. Co stało się dalej, wiemy już z czwartej części sagi, czyli Nowej Nadziei. Sami obawialiśmy się napotkania spoilerów rozsianych po necie przez internetowe trolle, jednakże tak naprawdę, niewiele jest w tym filmie do zepsucia. Fabuła zawiera się praktycznie w tym jednym zdaniu i zostajemy w nią wplątani już w samym trailerze, a czy uda się skraść plany wiemy już od niemal czterdziestu lat. Jednakże podobnie jak w ostatnim Mad Maxie, nie zawiłość fabularna jest istotą tego filmu, a dawkowanie napięcia, wartkość akcji i konstrukcja bohaterów. A wszystkie te trzy elementy wyszły twórcom wybornie.

Stara Nadzieja

Postacią, której poświęcono najwięcej czasu jest Jyn Elso, grana przez Felicity Jones, którą wcześniej mogliśmy oglądać m.in. w Teorii Wszystkiego, Na Desce czy Inferno. Jest to typowa postać, która wbrew własnej woli zostaje wplątana w intrygę, a następnie sama daje się porwać jej biegowi. Właśnie dlatego nie jest to wyrazista osoba o ugruntowanych poglądach a zagubiona dziewczyna, która nie miała wcześniej w życiu innego celu jak po prostu przeżycie kolejnego dnia. Na swojej drodze spotyka Cassiana Andora oraz jego droida K-2SO, którzy są już o wiele bardziej wyrazistymi postaciami. Pierwszy z nich to lojalny żołnierz rebelii, zaś drugi to przeprogramowany robot Imperium, który zapewnia filmowi wątek komediowy. Głównym antagonistą jest tym razem Dyrektor Krennic, odpowiedzialny za nadzorowanie prac nad budową Gwiazdy Śmierci. Bohater grany przez Bena Mendelsohna, jest osobą pochłoniętą przez ambicje wspięcia się jak najwyżej, choćby po trupach, co zostaje zauważone nawet przez Dartha Vadera (wykreowanego notabene przez aż trzech aktorów. Za głos odpowiedzialny był, znany już James Earl Jones, zaś samego Vadera grali Daniel Naprous i Spencer Wielding).

star-wars-rogue-one-fan-art-old-school-style-movie-poster-shelfpornrogue_one_a_star_wars_story_poster

Można było się spodziewać, że to Pan Komandorze

Skoro poruszyliśmy już postać, znaną już z poprzednich filmów, nie sposób wspomnieć o ciekawym posunięciu, zastosowanym przez twórców. W filmie możemy zobaczyć postacie, które pojawiały się w Nowej Nadziei. Niestety część aktorów, jak np. Peter Cushing, w momencie nagrywania filmu już nie żyła. Dlatego twórcy zdecydowali się na zatrudnienie aktorów, na których za pomocą animacji, zostały nałożone twarze postaci, stworzone tak, aby jak najwierniej przypominały te znane z filmu z 1977 roku. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć m.in. dowódców oddziałów Rebelii, Księżniczkę Leię czy Wielkiego Moffa Tarkina (któremu ciała użyczył znany np. z Insygnii Śmierci, Guy Henry).

Łotr Jeden niemalże od samego początku trzyma w napięciu, karmiąc fanów Gwiezdnych Wojen mnóstwem smaczków oraz mniej lub bardziej ukrytych nawiązań do Nowej Nadziei. Mamy tę samą bazę rebeliantów, droidy C3PO czy R2-D2, bohaterów czy w końcu Gwiazdę Śmierci. Zresztą już sam tytuł filmu, pewnie wywołał uśmiech na twarzach fanów. W końcu myśliwce Rebelii, biorące udział w bitwie na Hoth nosiły nazwy od Łotra 2 do Łotra 10. I co najważniejsze, dostajemy odpowiedź na pytanie: Jak Imperium, tworząc najdoskonalszą w swoim istnieniu broń, pozwala na to, aby można ją tak łatwo zniszczyć.

I tym co odróżniało Łotra Jeden od np. VII części sagi, były świetne lokacje. Poprzednie filmy zachwycały różnorodnością scenerii od śnieżnego Hoth, przez bagienne Dagoba, miasto w chmurach czy lasy Endoru. Tutaj mamy co prawda pustynne miasto Jeda, jednakże zdecydowanie nie jest to kopia Tatooine, a bitwa na plaży to już kolejny przykład powiewu świeżości. To wszystko sprawia, że Łotr Jeden jest świetnym, trzymającym w napięciu filmem, który swoim charakterem zdecydowanie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas saga. Postacie są tutaj o wiele mniej czarno-białe (np. świetny Saw Gerrera czy choćby Cassian Andor), rebelia nie jest przedstawiona w jedynie jasnych barwach i przede wszystkim nie ma tutaj ani jednego Jedi.

rogue-one-cast-720x720-720x720

Rebelia opiera się na nadziei

Na końcu pozwolę sobie na trochę subiektywności. Moim zdaniem głównym mankamentem filmu, była niezbyt wyraźna główna bohaterka. Animowany Tarkin, nieco mnie raził, ale muszę przyznać, że gęba od razu mi się uśmiechnęła jak go zobaczyłem. I przede wszystkim szkoda mi, że tak świetny aktor jak Mads Mikkelsen, zdecydował się przyjąć tak łatwą jak dla niego rolę. Zdecydowanie wolałbym go zobaczyć władającego mocą. I oczywiście podczas dyskusji po filmie, nie było w redakcji zgody, jednakże ja, na Łotrze Jeden, bawiłem się o wiele lepiej niż na Przebudzeniu Mocy.

Łotr Jeden jest świetnym spin-offem, który dzięki innemu spojrzeniu, wprowadza trochę świeżości do filmowej sagi. Cieszymy się, że ten film powstał i mamy nadzieję, że kolejne będą równie dobre. Rebelia opiera się na nadziei.