Słyszałem, że dwuwymiarowe platformówki to relikt przeszłości, archaiczny niczym wiedźmini. Że współcześni gracze oczekują epickiej i poważnej historii, najlepiej umieszczonej w mrocznym świecie. Aż tu nagle pojawia się Ori and the Blind Forest, które zdaje się idealnie zaprzeczać tym założeniom.

Pełna emocji muzyka, bajkowe postaci z baśniowej krainy i słodki gryzoń w głównej roli to elementy charakterystyczne dla Ori and the Blind Forest, a wszystko to utrzymane w nieco japońskiej estetyce. Jednak to co najbardziej zapada w pamięć, to wysoki poziom trudności gry. Jeżeli ktoś zdążył się już odzwyczaić od zręcznościówek, to bedzie miał spore trudności z przywróceniem równowagi w lesie. Zwłaszcza, że oprócz refleksu, gra nieraz zmusza nas do myślenia. Wraz z postępami w grze Ori uczy się nowych umiejętności, a pod koniec, jego arsenał możliwości jest naprawdę spory. Od strzelania we wroga piorunami, przez podwójny skok, aż po możliwość wystrzelenia się z wymierzonego w nas pocisku. A czasami będąc otoczonym kolcami, uciekając przed piętrzącą się wodą czy lawą, ciężko zdecydować się na to z której umiejętności skorzystać.

Ori w drzewie Ginso, w poszukiwaniu żywiołu wody

Każdy las ma swoją historię

Fabuła prezentuje się mniej więcej tak. Podczas burzy następują narodziny Ori, małej białej istotki przypominającej wiewiórkę. Poznaje ona Naru – tłuściutkiego stworka. Razem z nim spędza wesoło czas, aż do strasznego wydarzenia, które wstrząsnęło lasem. Drzewa przestały dawać owoce, a Ori i Naru zaczęli przymierać głodem. Naru w końcu poświęca się i oddaje ostatnie jabłko Ori, samemu umierając z głodu. Osierocony zaś Ori opuszcza bezpieczne schronienie, aby po bezowocnej wędrówce samemu również opaść z sił. Na szczęście Drzewo Życia, wskrzesza Ori a ten udaje się na samotną wycieczkę po lesie, podczas której spotyka Sein. Duszka, wraz z którym postanawiają przywrócić do lasu żywioły wody, wiatru i ciepła, aby las rósł w siłę, a jego mieszkańcom żyło się dostatniej.

Ori w jaskini, w której mieszkał razem z Haru

Podczas swojej przygody, Ori spotka również Gumo. Na początku będziemy zmuszeni ruszyć w pościg za tą pająkowatą istotą, aby odebrać jej skradziony artefakt. Gumo zaciągnie nas w mroczne i niebezpieczne podziemia, w których przyjdzie nam się zmierzyć z ogromnymi pająkami czy plującymi ogniem ślimakami. Na szczęście, nie będzie to jedyna rola jaką Gummo odegra w tej historii. Inną postacią poboczną jest Kuro. Ogromna, czarna sowa pałająca nienawiścią do istot światła i mocy drzew życia. I choć nie raz utrudni nam życie, to przyjdzie nam poznać historię oraz motywy działania Kuro. Bardzo wzruszające.

Ori spotyka Gummo

Przywracanie żywiołów w pięknej oprawie audiowizualnej

Podczas przywracania żywiołów, Ori spotka mnóstwo wrogów oraz dostanie się do miejsc niemalże niedostępnych. Złamie prawa grawitacji, otworzy pozornie zamknięte na stałe drzwi, a także zwiedzi zakamarki sporej mapy. Co ciekawe, nie przechodzimy tutaj z jednej do drugiej planszy, a poruszamy się po bardzo dużej, otwartej mapie. Wraz ze zdobywaniem nowych zdolności będziemy wracać do odwiedzonych już miejsc, aby dostać się w obszary wcześniej niedostępne. Oprócz tych zdolności, istnieje drzewko umiejętności o trzech gałęziach, na których znajdują się usprawnienia akcji wykonywanych przez Ori. Możemy więc wydawać zdobyte w czasie gry punkty, aby ulepszyć ataki, skoki, nauczyć się nurkowania czy widzieć na mapie ukryte znajdźki.

Kuro przypuszcza atak na drzewo dusz

Ori posiada dwie statystyki, określające jego poziom energii i życia. Ten pierwszy jest wykorzystywany do wzmocnienia ataku oraz zapisywania gry. Tę można zapisać w każdym momencie, o ile stoimy na nieruchomym podłożu i w pobliżu nie ma wrogów. Niestety niesie to za sobą również mniej przyjemne konsekwencje. Sam zapisałem grę widząc, że dalsza droga będzie trudna. Okazało się, że jest nie tyle trudna co niemożliwa do przejścia w danym momencie, a ja nie mam jak wrócić. Nie pozostało mi więc nic innego jak rozpocząć grę od nowa, co jest raczej irytujące. Zwłaszcza, jeżeli niewiele zostało do końca. Szukając rozwiązania na forach okazało się, że takich punktów w grze jest więcej, a jedynym rozwiązaniem jest zazwyczaj rozpoczęcie gry od nowa.

Ori w ruinach Forlorn, walczy z grawitacją

W grę gra się świetnie, i choć czasem po którejś z kolei śmierci małego stworka, ma się ochotę ją zostawić i nigdy już nie wracać do ślepego lasu, to jednak zawsze uruchamia się grę od nowa i dalej prowadzi Ori w niebezpieczne zakamarki lasu. Tym co nie pozwala zapomnieć o grze, jest przede wszystkim świetna muzyka oraz grywalność. Gra sprawia sporo przyjemności, a przejście pozornie niemożliwego do przejścia fragmentu daje dużo satysfakcji. Należy jednak pamiętać o charakterystycznej estetyce gry, która z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Dla mnie istoty oraz świat, który zobaczymy w Ori and the Blind Forest są po prostu piękne i tworzą świetną, bajkową atmosferę. Ta jest dodatkowo potęgowana przez niesamowitą muzykę Garetha Cokera. Mamy tutaj oniryczne fragmenty oraz pełne napięcia motywy rodem z horroru, a także jazzujące melodie w górze Horu.

Ori w pełnej lawy górze Horu

Warto, zginąć 300 razy

Ori and the Blind Forest to wciągająca gra, która wskrzesza ducha zręcznościówek o wysokim poziomie trudności. Budżet zapewniony przez Microsoft Games, pozwolił dopieścić sporo szczegółów i stworzyć piękną oprawę muzyczno – wizualną. Szkoda jednak, że nadal pojawiają się glitche, mimo wypuszczenia kolejnych patchy.

O wartości gry, może świadczyć jednak fakt, iż koszty jej produkcji zwróciły się twórcom już tydzień po premierze, a podczas tegorocznego Gamescom, ogłoszono rozszerzone wydanie gry.

Zostanie ono uzupełnione o nowe umiejętności, lokacje i usprawnienia zaproponowane przez graczy. Jeżeli lubisz po raz kilkunasty powtarzać jeden fragment gry i poruszać się po pełnym emocji świecie w klimacie Raymana, to z pewnością spodoba Ci się również Ori.

Twórcy Moon Studios
Wydawca Microsoft games
Muzyka Gareth Coker
Rok wydania 2015
Platforma PC, Xbox One